sobota, 25 grudnia 2010

"Wyznania gejszy" Arthur Golden

Tytuł: „Wyznania gejszy”
Tytuł oryginału: ‘Memories of a geisha’
Autor: Arthur Golden
Rok wydania: 1997, 1999 w Polsce
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 458
Cena: około 40 zł
Moja ocena: 6!


Ponoć recenzje powinno się pisać parę dni po przeczytaniu książki, aby mieć chłodne spojrzenie na nią i dostrzegać nie tylko jej plusy.  Do „rozprawy” nad „Wyznaniami gejszy” zasiadam w niespełna piętnaście minut po ich dokończeniu, bo wiem, że ta książka nie ma absolutnie żadnych wad, a nawet jeśli to czas nie jest w stanie odkryć ich przede mną.
W swoich literackich podróżach odwiedziłam już Daleki Wschód dwa razy (nie wliczając baśni z dzieciństwa itd.), ale chyba jeszcze nigdy nie byłam w Japonii. Wkraczając w ten okrutny świat nie spodziewałam się, że tak bardzo mi się spodoba. Nie jestem do końca przekonana, czy gdyby ktoś inny od Chiyo by mi go pokazał, to czy tak bardzo przypadłby mi do gustu? Ale to tylko świadczy o kunszcie narracyjnym widocznym w książce Arthura Goldena- bo czy to właśnie nie o to chodzi, aby wzbudzić w czytelniku coś więcej poza sympatią do bohaterów i, jeśli się poszczęści, to zaciekawić fabułą?  Śmiało mogę stwierdzić, że „Wyznania gejszy” rozbudziły we mnie nową pasję, a oprócz tego dostarczyły refleksji, która, jestem tego pewna, nie zniknie na długi czas po przeczytaniu tej książki.
Główną bohaterkę poznajemy, kiedy świat jeszcze nie zdaje sobie sprawy z jej obecności. Chiyo mieszka w małej wiosce nad oceanem. Jest córką rybaka, więc nie wiedzie luksusowego życia, jednak kiedy poznaje pana Tanakanę, jej los odmienia się na zawsze. Towarzyszymy jej w różnych etapach życia, obserwujemy jak się zmienia i jaki wpływ na jej życie wywiera Wojna Światowa. W krainie, w której pod maską fałszywej obojętności rodzą się i umierają wielkie namiętności, Chiyo próbuje odnaleźć swoje prawdziwe przeznaczenie.
„Słuchając” opowieści Chiyo, czułam się tak, jakbym uczestniczyła w opisywanych przez nią sytuacjach. Nienawidziłam każdej osoby, która ośmieliła się przerwać mi lekturę, ponieważ każde wyrwanie się ze świata gejsz oznaczało kubeł chłodnej wody w postaci szarej rzeczywistości. Ktoś z pewnością pomyśli (może nawet wyrwie mu się małe, zażenowane westchnienie?  ), że przesadzam, ale jestem pewna, że niejeden czytelnik doznał choć raz w życiu takiego uczucia podczas czytania swojej ulubionej książki. Styl Arthura Goldinga jest lekki w przyswajaniu, dzięki czemu łatwo porwać się historii.
Jednym z moich ulubionych elementów tej książki są niewątpliwie opisy. „Wyznania gejszy” obfitują w obrazowe porównania, dzięki którym łatwiej wyobrazić sobie co czują bohaterowie. Ponadto są bardzo piękne i wpływają na klimat całości - nie spotyka się ich w lekturach z innych regionów świata. 
Podczas przedzierania się przez prawie pięćset stron opowieści, na swojej drodze czytelnik spotyka szereg bohaterów, którzy mają wpływ na losy Chiyo. Nie są to postacie papierowe, autor dołożył starań, abyśmy mogli przyjrzeć się im z bliska i dotknąć ich, co jeszcze bardziej potęguje wrażenie autentyczności tej historii. Każda postać jest inna, przyglądamy się jej rozwojowi i podziwiamy jak wzbija się ku górze, lub opada na samo dno. W wielu przypadkach nie dowiadujemy się co tak naprawdę dzieje się z poszczególnymi bohaterami, ale to tylko uruchamia czytelniczą wyobraźnię, która zaczyna snuć własne wersje wydarzeń długo po skończeniu „Wyznań gejszy”. Dzięki temu dzieło Goldena można nazwać środkiem aktywnego wypoczynku dla naszego umysłu.
Po tę lekturę powinni sięgnąć nie tylko ci, których już wciągnęła kultura japońska, ale także osoby jeszcze z nią nie zaznajomione. Uważam, że „Wyznania gejszy” należą do grupy książek, które w sposób szczególny wpływają na kształtowanie się naszych poglądów. Poza tym, co chyba najważniejsze, lektura wciąga na długie godziny i dostarcza wielu wrażeń .

niedziela, 5 grudnia 2010

"Ostatnie życzenie" Andrzej Sapkowski

Tytuł: „Ostatnie życzenie”
Autor: Andrzej Sapkowski
Rok wydania: 1995 (?)
Wydawnictwo: SuperNowa
Liczba stron: 286
Cena: 35-37 zł
Moja ocena: 4+
Opis:
„WIEDŹMIN nie jest rębajłą pokroju Conana. To mistrz miecza i fachowiec czarostwa strzegący moralnej i biologicznej równowagi w cudownym świecie fantasy. Z woli Sapkowskiego w ów świat pełen potworów i bujnych charakterów, skomplikowanych intryg i eksplodujących namiętności wnosi Geralt nasze problemy, mitologie i nowoczesny punkt widzenia. Staje się więc widzem i bohaterem, oskarżonym i sędzią, kochankiem i błaznem, ofiarą i katem.”
(opis pochodzi z www.i-ksiazka.pl)

Po pierwszym tomie opowieści o Wiedźminie spodziewałam się czegoś więcej. Nastawiłam się na rewelacyjną opowieść z mistrzowską narracją i stylem, a znalazłam tylko dobrą historię. Moje podejście nie było bez podstaw- swojego czasu zaczęłam czytać „Lux perpetua” (pozostawmy odmianę w spokoju ^^) i styl Sapkowskiego zrobił na mnie naprawdę dobre wrażenie, ale w porę zorientowałam się, że książkę poprzedzają dwie części i zaniechałam zagłębiania się w nią.
Ogólnie nie było źle, ale rewelacją nie powiało.
„Ostatnie życzenie” tryska dynamiczną fabułą i ciekawą gamą bohaterów. Nie jestem wielką fanką nabitych akcją lektur- dostaję wtedy zadyszki, brak mi kontrastu aby docenić zabiegi autora. Inaczej rzecz się miała w „Ostatnim życzeniu”- byłam zadowolona z nieustających przygód Geralta.  Sapkowski jednak stworzył spokojną przystań dla zmęczonych czytelników przy okazji odsłaniając samą postać głównego bohatera. Ten manewr spodobał mi się i autor zyskał u mnie ogromny plus właśnie dzięki temu!
W pierwszej części wiedźminowych przygód znajdujemy pełno odniesień do powszechnie znanych legend. Nie powiem, że mi się to nie spodobało, ale miejscami wydało mi się nieco banalne (nie będę zdradzać szczegółów, aby nie obedrzeć potencjalnych chętnych do przeczytania „Ostatniego życzenia”). Nie tylko ślady legend są tutaj widoczne- wiele kwestii zdawało mi się przeniesionych z Tolkiena. Być może autor nie zrobił tego specjalnie, może wiele nawiązań było poczynionych nieświadomie, ale odczuwałam mocne wrażenie, że Sapkowski czerpał wiele inspiracji z twórczości ojca fantasy. Nie ma w tym nic złego, wiele autorów to robi. Pomimo to sądzę, że świat Sapkowskiego ma w sobie coś oryginalnego. Podobał mi się ten słowiański klimat (być może nie miał taki być, ale ja silnie go odczuwałam ;)) z wielką dawką magii. To dobra odmiana po ostatnio przeczytanych przeze mnie książkach.
Co do bohaterów, to raczej nie mam zastrzeżeń. Większość z nich pozostała mi obojętna, zupełnie nie wiem dlaczego- przecież „Ostatnie życzenie” obfituje w realne opisy nie tylko wyglądu postaci, ale także ich uczuć. Do gustu najbardziej przypadł mi Jaskier- podobał mi się jego sposób bycia, rubaszny humor i niewyparzony język. Wskazówka sympatii w przypadku Geralta przechyla się nieznacznie w pozytywną stronę, ale podkreślam- nieznacznie.
Skoro mamy za sobą wymianę większości plusów, przejdźmy do negatywu „Ostatniego życzenia”. Styl pisania nie przypadł mi do gustu. Być może to przez moje przeziębienie, ale odczuwałam wszechobecny chłód w zdaniach i opisach. Pełno w nich było rzeczowości, która mnie odstrasza. I przewijające się bardzo często kwitowania urywanych zdań przez bohaterów w stylu „nie dowiedzieli się nigdy co mężczyzna o tym myślał, ponieważ…”. Ta fraza i wiele podobnych do niej hamowało momenty, które powinny być opisane dynamicznie.
Jestem pewna, że sięgnę po „Miecz przeznaczenia”, bo jestem ciekawa dalszych losów Geralta. Książkę polecam wszystkim fanom magicznych klimatów- Wiedźmina można potraktować jako powiew świeżości przepędzający wszechobecny temat wampirów równocześnie nie pozbywając się ciekawych stworzeń z lektur. Nie przepadam za opowiadaniami ale na czas "Ostatniego życzenia" postanowiłam porzucić swoją niechęć- opłaciło się.