Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eduardo Mendoza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eduardo Mendoza. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 grudnia 2011

"Niewinność zagubiona w deszczu" Eduardo Mendoza



Zakonnice są różne. Trzy lata w szkole katolickiej przysporzyły mi pewnego rozpoznania w tej materii. Są siostry miłe, „na luzie” ale też sztywne i nieprzyjemnie. Ale chyba  zgodzi się każdy, że pod słowem „niewinność” obok białego baranka można ustawić siostrę zakonną. Niektórzy są zdania, że niewinności utraconej raz nie można już więcej odzyskać. Cóż, ja się z tym nie zgodzę. Myślę, że czystość można w sobie odnaleźć nawet po wielu upadkach w błoto. Sądzę, że „Niewinność zagubiona w deszczu” potwierdza moje słowa, a Eduardo Mendoza po raz kolejny udowadnia mistrzostwo swego pióra.
Siostra Consuelo to bardzo młoda i ambitna przeorysza. Razem z innymi siostrami prowadzi szpital na hiszpańskiej prowincji. Niedaleko jednak buduje się nowy, bardziej nowoczesny ośrodek. Siostra Consuelo chce otworzyć w starym budynku dom spokojnej starości. Brak funduszy zmusza przeoryszę do podjęcia radykalnych kroków i udania się po pomoc finansową do miejscowego bogacza, don Augusta. Czy zakonnica zdoła i będzie chciała uchronić swą niewinność przed kuszącymi ustami młodego utracjusza? Równolegle do burzy uczuć dwojga ludzi, rozgrywa się inna burza, równie groźna, lecz owocna dla zakonu.
Nie znajdziemy w tej historii wielu bohaterów. Są oczywiście poboczne postaci, dzięki którym kurtyna pozostaje ciągle w górze, ale głównymi bohaterami są siostra Consuelo, don Augusto i pewien rozbójnik. Trzeba przyznać, że Eduardo Mendoza postarał się przy kreowaniu tej trójki, można bowiem zrobić im zdjęcia, tak bardzo są wiarygodni. Dodatkowo są oni postaciami na tle historycznym, bo przecież straszliwe powodzie pustoszące Katalonię miały miejsce naprawdę..
Eduardo Mendoza równie dobrze mógłby pisać o niczym, a i tak większość czytelników uznałaby jego wywody za wciągające . Akcja „Niewinności zagubionej w deszczu” toczy się powoli, z nogi na nogę, a jednak z trudem odrywałam się od lektury. Styl autora można przyrównać do kroków tancerki baletowej, jest tak lekki i pełen wdzięku.
Książkę tę przeczytała także moja mama, która jest tego samego zdania co ja, że warto ją przeczytać. Nie zawiera w sobie moralizujących przesłań, mówi o ludzkich słabościach, nie wytyka palcem. Naprawdę warto po nią sięgnąć choćby po to, by słowem pisanym zapełnić pustkę długich wieczorów.  

niedziela, 13 marca 2011

"Brak wiadomości od Gurba" Eduardo Mendoza


Cóż by to była za przygoda, móc wędrować po obcych planetach! Szkoda, że taka opcja ma małe szanse spełnienia. Ale zawsze można iść na kompromis z losem i miast podróżować samemu, można potowarzyszyć pewnemu sympatycznemu kosmicie w zwiedzaniu Barcelony.  To jest już łatwiejsze do zrealizowania- wystarczy sięgnąć po „Brak wiadomości od Gurba”. Ale ostrożnie, aby nie narazić się na wielokrotne rozjechanie przez taksówkę, odebranie gwiazdy szeryfa i kosmicznego kaca. Zdolność mimikry okaże się niezbędna, jeśli nie dla nas, to na pewno dla głównego bohatera książki Mendozy. Oto bowiem przyjdzie zmierzyć mu się ze specyficznym klimatem hiszpańskiego miasta i jego mieszkańców.
A historia zaczyna się tak: Przylatuje dwóch kosmitów. Jeden z nich idzie na zwiady, drugi zostaje w statku kosmicznym. Kiedy ten pierwszy nie daje znaku życia, jego kompan wyrusza na poszukiwania, a swoje przygody opisuje w dzienniku pokładowym. I zaczyna się zabawa, obserwacja ludzkich zachowań i reakcji. Ludzie potrafią szokować- dlaczego tak bardzo dziwi ich wkroczenie kosmity pod postacią ś.p. Piusa XII do banku, a za całkiem normalne traktują obrzucanie obywateli odchodami hipopotama? Dzięki zapiskom ufoludka możemy przyjrzeć się wadom hiszpańskiego społeczeństwa, pośmiać się z jego funkcjonowania i z próby zaklimatyzowania się w nim przybysza z kosmosu. Dzięki narracji prowadzonej w formie pamiętnika, czytelnik nie odczuwa ciężaru niekiedy nużących opisów przyrody, za to w pełni może cieszyć się smakiem zabawnych wydarzeń. A jest co smakować! Każdy, kto gustuje w absurdalnym humorze, będzie czuł się nasyconym po przeczytaniu „Braku wiadomości od Gurba”.
Książka Mendozy działa na czytelnika jak lep na muchy- najpierw przyciąga, unieruchamia i za nic w świecie nie chce wypuścić, nawet jeśli z parapetu woła praca domowa z chemii. Jeśli macie do zrobienia pranie, obiad albo musicie nauczyć się na sprawdzian z historii, „Brak wiadomości od Gurba” może okazać się śmiercionośny, no chyba, że wasze rodziny i nauczycielki dysponują zasobem tolerancji dla ofiar wciągających książek.
Niby ta sama Barcelona co u Zafóna, a jednak inna. To zaskakujące, jak ten sam obiekt pisarze mogą przedstawiać na wiele różnych sposobów i wywoływać różne uczucia. „Brak wiadomości od Gurba” posiada niepowtarzalny klimat, można się pośmiać do łez, a także zastanowić nad ludzkimi zachowaniami. Czy to co dla nas jest normalne i zwyczajne, tak naprawdę nie jest nasączone bezsensem i dziwactwem? Dzięki Mendozie możemy przyjrzeć się temu jak w lustrze i rozważyć z różnych stron.
Spotkałam się z opinią, że to najgorsze z dzieci Mendozy. Nie jestem w stanie zgodzić się lub nie z tą opinią, ponieważ to dopiero moje pierwsze spotkanie z tym autorem. Jak na razie zrobił na mnie dobre wrażenie i rozbudził ciekawość co do reszty jego dzieł. Mam nadzieję, że będę mogła niebawem przyjrzeć się im bliżej i bawić się nimi równie dobrze, jak „Brakiem wiadomości od Gurba”.