Zakonnice
są różne. Trzy lata w szkole katolickiej przysporzyły mi pewnego rozpoznania w
tej materii. Są siostry miłe, „na luzie” ale też sztywne i nieprzyjemnie. Ale
chyba zgodzi się każdy, że pod słowem „niewinność”
obok białego baranka można ustawić siostrę zakonną. Niektórzy są zdania, że
niewinności utraconej raz nie można już więcej odzyskać. Cóż, ja się z tym nie
zgodzę. Myślę, że czystość można w sobie odnaleźć nawet po wielu upadkach w
błoto. Sądzę, że „Niewinność zagubiona w deszczu” potwierdza moje słowa, a
Eduardo Mendoza po raz kolejny udowadnia mistrzostwo swego pióra.
Siostra
Consuelo to bardzo młoda i ambitna przeorysza. Razem z innymi siostrami
prowadzi szpital na hiszpańskiej prowincji. Niedaleko jednak buduje się nowy,
bardziej nowoczesny ośrodek. Siostra Consuelo chce otworzyć w starym budynku
dom spokojnej starości. Brak funduszy zmusza przeoryszę do podjęcia radykalnych
kroków i udania się po pomoc finansową do miejscowego bogacza, don Augusta. Czy
zakonnica zdoła i będzie chciała uchronić swą niewinność przed kuszącymi ustami
młodego utracjusza? Równolegle do burzy uczuć dwojga ludzi, rozgrywa się inna
burza, równie groźna, lecz owocna dla zakonu.
Nie
znajdziemy w tej historii wielu bohaterów. Są oczywiście poboczne postaci,
dzięki którym kurtyna pozostaje ciągle w górze, ale głównymi bohaterami są
siostra Consuelo, don Augusto i pewien rozbójnik. Trzeba przyznać, że Eduardo
Mendoza postarał się przy kreowaniu tej trójki, można bowiem zrobić im zdjęcia,
tak bardzo są wiarygodni. Dodatkowo są oni postaciami na tle historycznym, bo
przecież straszliwe powodzie pustoszące Katalonię miały miejsce naprawdę..
Eduardo
Mendoza równie dobrze mógłby pisać o niczym, a i tak większość czytelników uznałaby jego wywody za wciągające . Akcja „Niewinności zagubionej w deszczu”
toczy się powoli, z nogi na nogę, a jednak z trudem odrywałam się od lektury.
Styl autora można przyrównać do kroków tancerki baletowej, jest tak lekki i
pełen wdzięku.
Książkę
tę przeczytała także moja mama, która jest tego samego zdania co ja, że warto
ją przeczytać. Nie zawiera w sobie moralizujących przesłań, mówi o ludzkich
słabościach, nie wytyka palcem. Naprawdę warto po nią sięgnąć choćby po to, by
słowem pisanym zapełnić pustkę długich wieczorów.

