sobota, 28 maja 2011

"Miłośnica" Maria Nurowska



Nie sądziłam, że na szpitalnym łóżku do gustu przypadną mi biografie, a konkretnie jedna- „Miłośnica” Marii Nurowskiej, wydana po raz pierwszy w 1982 roku. Jest to najwyższy dowód na to, że tę książkę można czytać wszędzie, że nie męczy i należy raczej do zbioru lektur opatrzonych naklejką „w miarę lekkie”. Nurowska po raz pierwszy przybliżyła mi postać Krystyny Skarbek. Przyznam szczerze, że boję się biografii- sięgnęłam kiedyś po historię życia Ojca Pio (wszystkie niedokończone książki „snują się” za mną oprócz tamtej). Z „Miłośnicą” sprawa wygląda zupełnie inaczej, bowiem sama autorka przyznaje, że sfabularyzowała nieco życie polskiej szpieg. Prawie wszystkie postacie poza narratorką i jej przyjacielem są prawdziwe, niektórym jednak zmieniła nazwiska.  Dialog z Andrzejem Kowerskim oraz dzienniki Krystyny są fikcją literacką i sądzę, że warto o tym pamiętać (całe szczęście Nurowska przyznaje się do tego, bowiem w przeciwnym razie „palnęłabym” coś w towarzystwie ;)). Autorka opierała się na opowieściach swojego ojca o Krystynie, a także na fragmentach nieprzetłumaczonej na język polski książki Madeleine Masson „Christine”.
„Miłośnica” obfituje w masę ciekawych anegdot, fragmentów artykułów prasowych i wypowiedzi znajomych Krystyny. Przyznaję, że ze zniecierpliwieniem przekładałam kolejne strony aby poznać dalsze losy jednej z najbardziej intrygujących polskich postaci Drugiej Wojny Światowej. Wprawdzie z początku ciężko było mi się wgryźć w fabułę, ponieważ zaczyna się, moim zdaniem, nieco chaotycznie. Autorka niemal od razu rusza „z kopyta”. Mimo wszystko uważam, że zabieg ten jest udany z uwagi na to, że w książce nie występuje suche przedstawianie postaci. Wprawdzie czytelnik ma nieco mniejsze pole do wyciągania wniosków, ale w „Miłośnicy” brakuje notek encyklopedycznych za co należą się ukłony w stronę autorki. Co do wspomnianych wcześniej anegdot, mam pewne wątpliwości co do ich autentyczności, ale jeśli naprawdę można wierzyć w tej kwestii temu, co jest napisane w książce, to naprawdę mamy kim chwalić się za granicą, tym bardziej, że między innymi Brytyjczycy wiele zawdzięczają Christine Granville.
Gdybym miała określić jednym słowem styl Marii Nurowskiej, powiedziałabym, że jest zgrabny. Może to niezbyt trafne porównanie ale uczucie towarzyszące wertowaniu tej biografii przypomina to samo co podczas przeglądania książek Agaty Christie. Trafne porówniania i gładkie przejścia trafiają do czytelnika, sprawiając, że nie jest on w stanie się nudzić. Uwaga!- dobrym pomysłem nie jest czytanie tej książki w łóżku, ponieważ zasypiając można zgubić wątek. Są lektury, które nie wymagają wielkiej „przyczepności”, ale akurat ta do tych nie należy.
Okładka, moim zdaniem, piękna. Kolory bardzo mi się podobają. No i to zdjęcie jest zniewalające. Podobno Krystyna nie grzeszyła urodą, ale jej oczy posiadały błysk z rodzaju tych, które przyciągają do siebie mężczyzn. Przeglądając zdjęcia Krystyny w Internecie, nabrałam przekonania, że nie tylko w jej oczach było coś, ale w uśmiechu również. Jeżeli jesteście ciekawi, zapraszam do zajrzenia w Google. ;)
Słowem zakończenia- naprawdę książka godna polecenia. Bardzo cieszę się, że uczestniczę we „Włóczykijce”- dla takich książek warto zapisać się do akcji! 

Książka z akcji Włóczykijka przekazana przez Księgarnię Matras

Jeszcze w szpitalu, ale to już końcówka. :))