Tytuł: „Tajemnica rezydencji Chimneys”Tytuł oryginału: ‘The Secret os Chimneys’
Autor: Agatha Christie
Rok wydania: 1925, w Polsce 2010
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Liczba stron: 299
Cena: 16,99 zł
Moja ocena: można, nie trzeba
Opis:
„KANDYDAT NA KRÓLA PODEJRZEWANY O MORDERSTWO
-Czy pan uważa, że ów człowiek nie był tym, za kogo się podawał?- spytała ostro Virginia.
-Taka ewentualność przyszła mi do głowy. Gdyby udało się pani skłonić lorda Caterhama do pokazania pani zwłok, sprawa od razu by się wyjaśniła.
-Zastrzelono go o jedenastej czterdzieści pięć- powiedziała z zadumą.- Godzina, która była wypisana na tym skrawku papieru. Wszystko to jest strasznie tajemnicze.”
Bardzo lubię Agatę Christie. Przeczytałam już kilka z jej książek, i wszystkie przypadły mi do gustu. „Tajemnicę rezydencji Chimneys” porwałam z półki empiku bez zastanowienia. Czy się opłaciło? Z pewnością, bowiem lektura przysporzyła mi wielu emocji.
Jak większość kryminałów tej autorki, akcja rozwija się wolno. Minęło chyba sto stron, zanim tempo się rozwinęło. Wcześniej zdarzenia raczej nie wywołują dreszczyku. Jednak z każdą przewracaną stronę sytuacja ulega zmianie do tego stopnia, że przegapiłam odcinek dr Housa na rzecz „Tajemnicy rezydenci Chimneys”.
Niewątpliwie książki pani Christie są gimnastyką dla umysłu. Czytelnik może z pełną swobodą rozmyślać nad rozwiązaniem zagadki nieskrępowany przemyśleniami głównego detektywa tego, który już od dawna zna, lub podejrzewa kto jest mordercą. Uwielbiam bawić się w śledczego, typować mordercę i jego wspólników, a także motyw zbrodni- jest to z pewnością o wiele lepsza łamigłówka niż krzyżówki czy sudoku.
Zakończenie książki było dla mnie niebywałym zaskoczeniem. Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Nie wszyscy byli tymi, za kogo się podawali. Nie zabrakło wątku miłosnego, choć nie był on specjalnie wyszczególniony. Finał wynagrodził mi strony, które przemierzałam z obojętnością.
To, czego zawsze brakuje mi u Agaty Christie to opisy, które z pewnością dodałyby więcej grozy i przyprawiłyby czytelnika o dreszczyk emocji. Kryminały tej autorki, to zbiór suchych faktów. Ma to swoją zaletę, bowiem nie rozpraszają odbiorcy, dzięki czemu może skupić się na śledztwie. Mimo to uważam, że wtrącenia o pogodzie czy krajobrazie z pewnością uczyniłyby „Tajemnicę rezydencji Chimneys” jeszcze ciekawsze.
Wydawnictwo Dolnośląskie jak zwykle spartaczyło sprawę. W kryminale pełno jest literówek, błędów interpunkcyjnych, a także wypowiedzi różnych postaci są usytuowane na tym samym poziomie, czy źle zaznaczone. Tak samo było między innymi w „Zmierzchu”, również wydanym przez to samo wydawnictwo.
Podsumowując, lubię Agatę Christie, choć nie jest moją ulubioną autorką. Mimo, że fabuła jest doskonale opracowana, co do szczegółu, to styl autorki mi się nie podoba. Jałowość „Tajemnicy rezydencji Chimneys” razi w oczy i wpływa na moje postrzeganie całości. Uważam, że „Tajemnica rezydencji Chimneys” nie jest najlepszym kryminałem tej pisarki. Z pewnością sięgnę po inne.