czwartek, 29 lipca 2010

"Wywiad z wampirem" Anne Rice

Tytuł: „Wywiad z Wampirem”
Tytuł oryginału: ‘Interview with the Vampire’
Autor: Anne Rice
Rok wydania: 1976 na świecie, w Polsce 2005
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis
Liczba stron: 399
Cena:29 zł
Moja ocena: Warto przeczytać!!
Opis:
„Louis de Pointe du Lac, arystokrata z Luizjany, opowiada dziennikarzowi o swojej podróży przez życie i nieśmiertelność. Zmieniony w wampira przez ponurego Lestata, wiedzie egzystencję, której nie rozumie i do końca nie akceptuje. Jedyną jego towarzyszką jest Claudia- ukochana kobieta zaklęta w ciele dziecka. Łączy ich chęć poznania podobnych sobie istot i zajadła nienawiść do własnego stwórcy- Lestata. Nasyciwszy się zemstą, Louis i Claudia wyruszają na wyprawę do Europy, by znaleźć swoje miejsce i odpowiedzi na nurtujące ich pytania. Spotkany w Paryżu Armand wprowadza ich w społeczność wampirów.” 
„Wywiad z Wampirem” nie zaskoczył mnie- okazał się tak świetny jak sobie to wyobrażałam. Od początku do końca emanował tajemniczym i mrocznym klimatem. Zawarte w nim uczucia dotykały dogłębnie, rozterki głównego bohatera stawały się moimi rozterkami. Anne Rice sprawiła, że Louis i ja przez moment byliśmy jedną i tą samą postacią, która rozumiała świat i odczuwała go w taki sam sposób. Wybuchały we mnie nienawiść i sympatia na przemian do różnych bohaterów. Serce przyspieszało biegu wraz z sercem Louisa. Autorka stanęła na wysokości zadania i spełniła swój pisarski obowiązek budząc we mnie namiętności równe swoim bohaterom.
Wciągająca, poruszająca wiele tematów książka. Rozmowy głównych bohaterów skłaniały czytelnika do rozmyślania nad nieśmiertelnością i istotą śmierci. Można bowiem umrzeć na wiele, wiele lat przed śmiercią fizyczną. Anne Rice pokazuje, jak istota nieśmiertelna zatraca się w swej wieczności poprzez utratę sensu istnienia. Autorka zaznacza, jak zbawienna może być śmierć.
„Wywiad z Wampirem” to nie tylko stos egzystencjalnych rozważań, ale także akcja i groza życia wampirów. Nie ma w niej wielkich romansów, co odebrałam z wielką ulgą, jest za to miłość o różnych obliczach. Pisarka wciąga nas w wir wydarzeń, fabuła raz zwalnia, raz przyspiesza co nie czyni jej płaską i nierzeczywistą.
Sam koniec książki był dla mnie raczej zaskoczeniem. Spodziewałam się czegoś spokojnego, jednak myliłam się. Zakończenie jest ciekawe, niebanalne i intrygujące- skłania czytelnika do sięgnięcia po następną część „Kronik wampirów”. Zwykle zakończenia mnie wzbudzają we mnie zawód, jednak nie w tym przypadku!
Jedyne co mogę zarzucić tej książce to to, że Louis wydawał mi się miejscami zbyt uczuciowy jak na mężczyznę, jednak po dłuższym zastanowieniu doszłam do wniosku, że nie można powiedzieć, że ktoś jest zbyt wrażliwy. Jednak jego i nie tylko permanentny smutek bywał irytujący. Na początku trudno było mi się przyzwyczaić  do wtrąceń reportera, jednak z czasem wtopiły się w całość i przestały mnie drażnić.
Lektura godna polecenia każdemu wielbicielowi fantastyki. Pozwala oderwać się na chwile od rzeczywistości, stać się kimś innym. Miejscami przerażająca, ale to nadaje jej tylko rzeczywisty „wygląd”. Z pewnością sięgnę po następne książki tej autorki. „Wywiad z Wampirem” zdecydowanie warto przeczytać!

poniedziałek, 26 lipca 2010

"Marina" Carlos Ruis Zafón


Tytuł: „Marina”
Tytuł oryginału: ‘Marina’
Autor: Carlos Ruiz Zafón
Rok wydania: 1999, w Polsce 2009
Wydawnictwo: Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA (2010)
Liczba stron: 301
Cena: 39,99(twarda oprawa),32,99(miękka oprawa)
Moja ocena: Warto przeczytać
Opis:
„Barcelona, lata osiemdziesiąte XX wieku. Óskar Drai jest zauroczony atmosferą podupadających secesyjnych pałacyków otaczających jego szkołę z internatem. Pewnego dnia wśród nich spotyka Marinę; od pierwszego wejrzenia wydaje mu się ona nie mniej fascynująca niż sekrety dawnej Barcelony. Óskar jego przyjaciółka zaczynają śledzić zagadkową damę w czerni, odwiedzającą co miesiąc bezimienny grób na cmentarzu na Sarriá. I tak odkrywają zapomnianą historię rodem z Frankensteina i XIX-wiecznych thrillerów. A jej dramatyczny finał ma się dopiero rozegrać…”
Długo zastanawiałam się jaką dać ocenę „Marinie”. Z jednej strony zafascynowała mnie, ale z drugiej nie do końca spełniła moje oczekiwania. Znajome osoby, które przeczytały tą książkę bardzo ją chwaliły, ale do mnie nie przemówiła aż tak. Owszem, jest bardzo wciągająca i czyta się ją lekko, ale w historii jest coś, co nie przypadło mi do gustu. Było coś w fabule- nie potrafię tego do końca nazwać- co wzbudziło moją niechęć. Niektóre elementy wydały mi się sztuczne i nierealne, a przecież właśnie o to chodzi, by przekonać czytelnika o prawdziwości nieprawdziwego.
Autor potrafi przyprawić serce czytelnika o palpitacje nagłymi zwrotami akcji i dynamiką narracji. Sylwetki bohaterów są wyraźnie nakreślone i postaci nie są papierowe. Wiele z nich wzbudza sympatie i przywiązanie. Opisy są jasne co ułatwia pracę wyobraźni. Zafón wyczarował w swojej książce niezwykły klimat poprzez ukazanie ówczesnej Barcelony- ciasnych, tajemniczych uliczek, zapomnianych rezydencji…
Trzeba także podkreślić, że pisarz zawarł w „Marinie” wiele ciekawych i interesujących myśli. Zaintrygowało mnie zdanie wypowiedziane przez tytułową bohaterkę: „wspominamy tylko to, co się nie wydarzyło”. Wiele z sentencji skłania czytelnika do rozmyślań nad istotnymi dla człowieka sprawami takimi jak miłość, nienawiść, przyjaźń i śmierć.
„Marina” jest pełnym uczuć dziełem literackim. Ukazuje relacje międzyludzkie na różnym poziomie zażyłości oraz co je spaja. Dzięki pełnym wdziękom opisom autora z dokładnością czujemy to, co czują bohaterowie-od zdenerwowania po rozpacz.
Po głębszym zastanowieniu stwierdzam, że „Marina” jest książką jak najbardziej godną polecenia. Wciągająca, lekko się czyta i ciekawa.

sobota, 17 lipca 2010

"Orlando" Virginia Woolf

Tytuł: „Orlando”
Tytuł oryginału: ‘Orlando’
Autor: Virginia Woolf
Rok wydania: 1928 na świecie, w Polsce 1994
Wydawnictwo: Znak (2008)
Liczba stron: 238
Cena: 27 (dostępna tylko w miękkiej oprawie)
Moja ocena: Warto przeczytać!!
Opis:
„Co może łączyć szesnastoletniego chłopca, ulubieńca królowej Elżbiety, oraz trzydziestosześcioletnią pisarkę tworzącą w drugiej dekadzie dwudziestego stulecia? Młody mężczyzna i dojrzała kobieta, Orlando i Orlanda, choć żyją w różnych epokach i różnych wcieleniach, są jedną i tą samą osobą.
Orlando, gen derowa powieść o dwoistości ludzkiej istoty, naturze czasu i płynności granic pomiędzy światem rzeczywistym a wyobrażonym, jest zaliczana do klasyki literatury dwudziestego wieku.”

Virginię Woolf odkryłam w dość specyficzny sposób- przy obiedzie sięgnęłam po gazetę babci i przeczytałam w niej o Nicole Kidman, która do roli w „Godzinach” musiała nosić sztuczny nos. Artykuł skłonił mnie do obejrzenia tego filmu, w którym zaintrygowała mnie postać Virginii.
Pierwszą książką po którą sięgnęłam była „Pani Dalloway”. Potem wiele, wiele niedokończonych przeze mnie, aż do „Orlanda”, który wprost mnie zachwycił.
Jak każde dzieło Virginii, tak i to jest trudne w odbiorze. Pełno w nim metafor i wizji, które mieszają się z rzeczywistością świata zawartego w utworze, dlatego nieuważny czytelnik może się pogubić. Wielokrotnie musiałam wracać do poprzednich akapitów, a nawet cofać się o kilka stron do tyłu, bo moje myśli odpłynęły za daleko. „Orlando” wymaga stałej koncentracji, co niestety zbija z nóg.
Virginia Woolf należy do grona moich ulubionych autorów nie tylko ze względu na światy, jakie tworzy, ale także na styl pisania. Artystka nawiązuje niesamowity kontakt z czytelnikiem i niszczy oficjalny klimat, który pojawia się w wielu książkach. Miałam wrażenie, że siedzę w kawiarni przy filiżance kawy i wsłuchuję się w swobodnie snutą historię.
Mimo, że sama fabuła jest ciekawa, nie jest to lektura dla miłośników książek przygodowych, bowiem całość przybrana jest w rozważania na temat życia, sztuki, a przede wszystkim tożsamości społecznej. Autorka pokazuje, że proces dojrzewania człowieka nie kończy się z momentem osiągnięcia fizycznej dojrzałości, ale trwa przez całe życie podobnie jak poszukiwanie własnego „ja”. Losy Orlanda są jedną wielką metaforą, którą każdy musi odkryć sam.
Na końcu byłam już trochę zmęczona „Orlandem”, ale udało mi się dobrnąć do końca. Życzę tego każdemu czytelnikowi, który zechce zagłębić się w twórczość Virginii.
 

środa, 14 lipca 2010

"Wilkołak" Jonathan Maberry

Tytuł: „Wilkołak”
Tytuł oryginału: ‘The Wolfman’
Autor: Jonathan Maberry
Rok wydania: 2009 na świecie, w Polsce 2010
Wydawnictwo: Amber
Liczba stron: 283
Cena: 29,80 (dostępna tylko w miękkiej oprawie)
Moja ocena: Nic ciekawego.
Opis:
„Szczęśliwe życie Lawerence’a Talbota skończyło się tej nocy, kiedy umarła jego matka.Chłopak opuścił wiktoriański dwór, by szukać zapomnienia w dalekiej Ameryce. Po latach powraca w rodzinne strony- i odkrywa, że okolicą rządzi strach. Krążą pogłoski o krwiożerczej bestii. Lecz Lawrence’a stokroć bardziej przeraża tajemnicza siła, która wzywa go do lasu podczas pełni księżyca…”

Niespecjalny-  tak określiłabym „Wilkołaka” Jonathana Maberry’ego, gdybym do wyboru miała tylko jedno słowo.  Książka być może wydaje się być wciągająca,ale tylko na samym początku. W miarę jak zagłębiałam się w nią dalej dopadało mnie zmęczenie ciągłymi tajemnicami podsuwanymi przez autora, które mogłyby uchodzić za intrygujące, gdyby posłużono się nimi z umiarem. Niestety, Maberry mocno przesadził nie tylko z sekretami. Jego opisy nie przypadły mi do gustu –zbyt dużo było w nich mroku i czytelnik nie był zdolny choć na chwilę odetchnąć. Gdyby opisy nie zawierały tylko mrocznych scen ale i chwilowe "sielanki", z pewnością można by było docenić tajemniczy klimat. Obrazy podsuwane przez pisarza nadawały się bardziej na film, niż na książkę. Wielolinijkowe wywody na temat spustoszeń tytułowego bohatera w ludzkich ciałach ku mojemu zdziwieniu nie wywoływały we mnie przerażenia, lecz obrzydzenie. Ale przecież nie musiało wcale tak być! Książki Stephena Kinga także zawierają opisy krzywd uczynionych przez istoty fantastyczne, jednak budzą one grozę i daleko im do groteskowości.
Miałam wrażenie, że całą fabułę autor oparł na ściśle spisanym planie wydarzeń, a jest to ponoć jeden z większych grzechów pisarzy. Przez ten zabieg historia wydała się sztuczna i sztywna, tak samo jak i bohaterowie Maberry’ego. Odniosłam silne wrażenie, że byli oni papierowi. Postaci zostały podzielone na dobre i złe, ich świat także. Sir John był zły, Gwen dobra, służący dobry. Bohaterowie złączeni więzami krwi zabijali się, lub nosili się z  takimi zamiarami bez żadnych ogródek, co uwydatniało ich nierzeczywistość.
Podsumowując,wydarzenia były łatwe do przewidzenia, bohaterowie pozostawali obojętni, styl autora nie wydał się szczególny. Moim zdaniem „Wilkołak” jest przeciętny i nie wyróżnia się niczym specjalnym. Może uchodzić za przestrogę początkującym pisarzom- jak łatwo można zepsuć dobry pomysł na książkę.

niedziela, 11 lipca 2010

"Dziewczęta z Szanghaju" Lisa See

Tytuł: "DZIEWCZĘTA Z SZANGHAJU"
Tytuł oryginału: "SHANGHAI GIRLS"
Autor: Lisa See
Rok wydania: 2009 na świecie, w Polsce 2010
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 358 + podziękowania
Cena: 34,90 (miękka oprawa)
          39,90 (twarda oprawa)
Moja ocena: Warto sięgnąć!
Opis:
"Szanghaj 1937 roku- miasto bogaczy i żebraków, gangsterów i hazardzistów, patriotów i rewolucjonistów, artystów i dygnitarzy wojskowych- nazywany jest Paryżem Azji. Dwie siostry, dwudziestojednoletnia Pearl i młodsza May, panienki z bardzo zamożnej rodziny, wiodą tam luksusowe, beztroskie życie. Wszystko się zmienia, gdy ojciec na skutek hazardu traci cały majątek, a napadnięty przez Japończyków kraj pogrąża się w straszliwej wojnie. Aby ratować rodzinę, dziewczęta wbrew swojej woli muszą poślubić dwóch braci, bogatych Chińczyków z Los Angeles. Po niebezpiecznej podróży przez ogarnięte wojną Chiny i wielomiesięcznym, pełnym upokorzeń pobycie w amerykańskim obozie dla uchodźców docierają wreszcie do mężów: z bagażem tragicznych doświadczeń i z wielką tajemnicą. Nie wiedzą, że także w ich nowej rodzinie każdy ma coś do ukrycia i nikt nie jest tym, za kogo się podaje."
Dziewczęta z Szanghaju" to druga książka Lisy See, którą przeczytałam. Tak jak i w poprzedniej tak i w tej zaskoczyło mnie okrucieństwo z jakim autorka traktuje swoich bohaterów. Wyobrażam ją sobie jak wbija w nich igły i z sadystycznym uśmiechem obserwuje jak sobie radzą z bólem. Przerażające, lecz z drugiej strony przez takie zabiegi świat kreowany przez autorkę nabiera rzeczywistych kolorów i nie sprawia wrażenia przesłodzonego.
Czytając tę książkę, czułam się trochę jak na niesprawnej karuzeli- z początku maszyna rozkręca się powoli, nabiera prędkości zmuszając przy tym kilku nieuważnych pasażerów do opuszczenia "pokładu", zwalnia, szarpie i znów przyspiesza. Z zapartym tchem obserwowałam, jak z pięknych szanghajskich laleczek wyrastają silne kobiety (a przynajmniej z jednej).
Trzeba także przyznać autorce, że doskonale potrafi budować egzotyczne obrazy jednocześnie zostawiając swobodę czytelnikowi. Dzięki jej opisom i ciekawemu ujęciu historii, dowiedziałam się wiele na temat Chin.
Książka pokazuje jak zastraszająco cienka jest granica między bogactwem, a ubóstwem, także tym duchowym. Opowiada o siostrzanej, bezwarunkowej miłości, o cierpieniu i o walce z niesprawiedliwością. Ukazuje miłość przybraną w wiele różnych masek, spod których ciężko ją czasem rozpoznać.

Uważam, że jest to książka jak najbardziej godna polecenia, ale trzeba pamiętać, że może wpędzić w przygnębienie.