Tytuł: „Nigdziebądź”Tytuł oryginału: ‘Neverwhere’
Autor: Neil Gaiman
Rok wydania: 1996, 2001 w Polsce
Wydawnictwo: Wydawnictwo Mag
Liczba stron: 318
Cena: 39 zł
Moja ocena: 5-
Opis:
„Richard Mayhew, główny bohater, prowadzi życie podobne do każdego z nas- pracuje w firmie, ma przyjaciół, a także piękną narzeczoną Jessicę, z którą planuje wspólną przyszłość. Jednakże pewnego dnia jego świat staje na głowie. Na ulicy spotyka ranną dziewczynę o imieniu Drzwi, której udziela pomocy- od tego momentu staje się mieszkańcem Londynu Pod, leżącego w kanałach i podziemnych przejściach Londynu Nad. Poprzez tę „małą” zmianę staje się niewidoczny dla zwykłych ludzi. Nie mając zbyt wielkiego wyboru, Richard postanawia towarzyszyć dziewczynie, która jest ścigana przez okrutnych morderców: Pana Croupa i Pana Vandemara. Po drodze dołącza do nich tajemnicza Łowczyni i jeszcze bardziej tajemniczy Markiz de Carabas. Razem postanawiają odnaleźć anioła Islingtona, która jako jedyny może im pomóc: Richardowi wrócić do jego świata- Londynu Nad, a Drzwi odkryć sekret związany z tragiczną śmiercią całej jej rodziny.”
Odnoszę wrażenie, że od jakiegoś czasu (a właściwie to od sukcesu Stephanie Meyer), wszystkie książki fantasy są pisane na temat wampirów. Gdzie się nie odwrócić, księgarniane półki uginają się pod ciężarem książek o istotach rodem z piekła i ich przygodach miłosnych ze śmiertelnikami. Każda z nich jest powieleniem kolejnej, zawiera w sobie element znany każdemu, kto przeczytał „Zmierzch”, przygody o Sookie Stackhouse czy „Kroniki Wampirów”. Nie wiem jak Wy, ale ja czuję się jak podczas jakiegoś oblężenia. Chcąc trochę odetchnąć od oklepanych fabuł, po dłuższych poszukiwaniach, natrafiłam na wciśnięty w kąt „Nigdziebądź”. Książka raczej niepozorna, wymiary niezbyt imponujące, za to okładka przykuwa wzrok. No i opis wydawnictwa! Ucieszona swoim znaleziskiem, z entuzjazmem pobiegłam do kasy i wydałam swoją miesięczną wypłatę kieszonkowego, ale uważam, że było warto.
„Nigdziebądź” należy do tych nielicznych książek, które od deski do deski są oryginalne. Może jestem w błędzie, ale nie znalazłam ani grama podobieństwa do żadnych sobie znanych lektur. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z czymś takim jak Londyn Pod i Londyn Nad, ani ze Szczuromówcami. Długo by można wymieniać świeże pomysły Neila Gaimana, ale jestem pewna, że o wiele ciekawiej jest przekonać się o nich samemu.
Nie tylko miejsca i bohaterowie zaskakują swoją odmiennością, ale także opisy nie są banalne. Autor tworzy bardzo dobre porównania, co pomaga wyobraźni czytelnika. Czytając niektóre z nich, uśmiechałam się do siebie, co przyciągało wzrok moich sąsiadów w autobusie. Na początku narracja jest dość zdawkowa, ale później ulega to zmianie. Za wadę można uznać to, że nietuzinkowe opisy są umieszczone nierównomiernie, w niektórych miejscach jest ich za dużo, z kolei w innych zieją pustki, które można było nimi zapełnić.
Akcja jest szybka, dzięki czemu czytelnik nie cierpi na nudę, ale o dziwo, nie dostaje też zadyszki. Wątki główne mamy dwa: pragnącą zemsty za mord na rodzinie Drzwi, oraz tęskniącego za rutyną swojego dawnego życia Richarda. Bohaterowie ewoluują, zmieniają się ich poglądy oraz marzenia, co bardzo się chwali autorowi- dzięki temu postacie nie są papierowe. Poza tym, żadna z nich nie pozostaje dla czytelnika obojętna, każda pozostawia po sobie jakieś emocje, co również wychodzi na plus Neilowi.
Polecam „Nigdziebądź” wszystkim fanom fantastyki. Niezwykle przyjemnie i łatwo czytało mi się tę książkę, z powodzeniem zapominałam chociaż na chwilę o widmach sprawdzianów, które się nade mną unosiły. Książka jest oryginalna i pobudza wyobraźnię. Naprawdę warto po nią sięgnąć!