niedziela, 26 września 2010

"Nigdziebądź" Neil Gaiman

Tytuł: „Nigdziebądź”
Tytuł oryginału: ‘Neverwhere’
Autor: Neil Gaiman
Rok wydania: 1996, 2001 w Polsce
Wydawnictwo: Wydawnictwo Mag
Liczba stron: 318
Cena: 39 zł
Moja ocena: 5-
Opis:
„Richard Mayhew, główny bohater, prowadzi życie podobne do każdego z nas- pracuje w firmie, ma przyjaciół, a także piękną narzeczoną Jessicę, z którą planuje wspólną przyszłość. Jednakże pewnego dnia jego świat staje na głowie. Na ulicy spotyka ranną dziewczynę o imieniu Drzwi, której udziela pomocy- od tego momentu staje się mieszkańcem Londynu Pod, leżącego w kanałach i podziemnych przejściach Londynu Nad. Poprzez tę „małą” zmianę staje się niewidoczny dla zwykłych ludzi. Nie mając zbyt wielkiego wyboru, Richard postanawia towarzyszyć dziewczynie, która jest ścigana przez okrutnych morderców: Pana Croupa i Pana Vandemara. Po drodze dołącza do nich tajemnicza Łowczyni i jeszcze bardziej tajemniczy Markiz de Carabas. Razem postanawiają odnaleźć anioła Islingtona, która jako jedyny może im pomóc: Richardowi wrócić do jego świata- Londynu Nad, a Drzwi odkryć sekret związany z tragiczną śmiercią całej jej rodziny.”


Odnoszę wrażenie, że od jakiegoś czasu (a właściwie to od sukcesu Stephanie Meyer), wszystkie książki fantasy są pisane na temat wampirów. Gdzie się nie odwrócić, księgarniane półki uginają się pod ciężarem książek o istotach rodem z piekła i ich przygodach miłosnych ze śmiertelnikami. Każda z nich jest powieleniem kolejnej, zawiera w sobie element znany każdemu, kto przeczytał „Zmierzch”, przygody o Sookie Stackhouse czy „Kroniki Wampirów”. Nie wiem jak Wy, ale ja czuję się jak podczas jakiegoś oblężenia. Chcąc trochę odetchnąć od oklepanych fabuł, po dłuższych poszukiwaniach, natrafiłam na wciśnięty w kąt „Nigdziebądź”. Książka raczej niepozorna, wymiary niezbyt imponujące, za to okładka przykuwa wzrok. No i opis wydawnictwa! Ucieszona swoim znaleziskiem, z entuzjazmem pobiegłam do kasy i wydałam swoją miesięczną wypłatę kieszonkowego, ale uważam, że było warto.
„Nigdziebądź” należy do tych nielicznych książek, które od deski do deski są oryginalne. Może jestem w błędzie, ale nie znalazłam ani grama podobieństwa do żadnych sobie znanych lektur. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z czymś takim jak Londyn Pod i Londyn Nad, ani ze Szczuromówcami. Długo by można wymieniać świeże pomysły Neila Gaimana, ale jestem pewna, że o wiele ciekawiej jest przekonać się o nich samemu.
Nie tylko miejsca i bohaterowie zaskakują swoją odmiennością, ale także opisy nie są banalne. Autor tworzy bardzo dobre porównania, co pomaga wyobraźni czytelnika. Czytając niektóre z nich, uśmiechałam się do siebie, co przyciągało wzrok moich sąsiadów w autobusie. Na początku narracja jest dość zdawkowa, ale później ulega to zmianie. Za wadę można uznać to, że nietuzinkowe opisy są umieszczone nierównomiernie, w niektórych miejscach jest ich za dużo, z kolei w innych zieją pustki, które można było nimi zapełnić.
Akcja jest szybka, dzięki czemu czytelnik nie cierpi na nudę, ale o dziwo, nie dostaje też zadyszki. Wątki główne mamy dwa: pragnącą zemsty za mord na rodzinie Drzwi, oraz tęskniącego za rutyną swojego dawnego życia Richarda. Bohaterowie ewoluują, zmieniają się ich poglądy oraz marzenia, co bardzo się chwali autorowi- dzięki temu postacie nie są papierowe. Poza tym, żadna z nich nie pozostaje dla czytelnika obojętna, każda pozostawia po sobie jakieś emocje, co również wychodzi na plus Neilowi.
Polecam „Nigdziebądź” wszystkim fanom fantastyki. Niezwykle przyjemnie i łatwo czytało mi się tę książkę, z powodzeniem zapominałam chociaż na chwilę o widmach sprawdzianów, które się nade mną unosiły. Książka jest oryginalna i pobudza wyobraźnię. Naprawdę warto po nią sięgnąć!  

sobota, 18 września 2010

"Dawid Copperfield" tom I

Tytuł: „Dawid Copperfield” tom I
Tytuł oryginału: ‘The Personal History and Experience of
David Copperfield the Younger’
Autor: Charles Dickens
Rok wydania: 1850, 1888 pierwsze polskie wydanie
Wydawnictwo: Książka i Wiedza
Liczba stron: 408
Cena: około 25 zł
Moja ocena: 5
Opis:
„Dawid, utalentowany, wrażliwy chłopak, dzięki sile charakteru i konsekwencji w dążeniu do celu, pomimo osamotnienia i ubóstwa, zdobywa wykształcenie i wspina się na kolejne szczeble kariery. Wychowany przez bezdusznego ojczyma, zostaje wysłany do szkoły, gdzie spotyka przyjaciół pomagających mu przetrwać ciężkie szkolne czasy. Opisując z niezrównanym mistrzostwem dzieciństwo Dawida, następnie jego dojrzewanie i dorosłe życie, Dickens ukazuje cały szereg barwnych, ekscentrycznych postaci: pannę Betsy Trotwood, pana Dicka, państwo Micawberów, składających się na panoramę społeczeństwa angielskiego XIX wieku.”

Niektórzy ludzie nie przepadają za klasyką literatury, wolą coś nowszego. Ja jednak dałam się wciągnąć w magię starych książek. Kocham język, który wyszedł już z użycia, fascynuje mnie mentalność ludzi z dawnych epok, a także ich problemy, które wbrew pozorom przez te wszystkie lata i stulecia nie zmieniły się wiele. Lubię wyobrażać sobie świat mojej praprapra… babci, marząc, by kiedyś udało mi się zobaczyć go na własne oczy i zakupić suknię rodem z „Dumy i uprzedzenia”! Póki co, pozostają mi tylko książkowe podróże, konieczność wybierania co raz to nowych „biur podróży”. Ostatnim z nich jest niejaki Charles Dickens i jego Dawida Copperfielda, który spełnił moje oczekiwania i dał rozrywkę na długie godziny.
 Poznajemy Dawida w dniu jego przyjścia na świat, przyglądamy się kolejnym etapom jego życia. Obserwujemy zmiany, jakie w nim zachodzą za sprawą innych ludzi, a także wydarzeń. Pomimo to chłopiec nie pozbywa się swojej subtelności i wrażliwości, co więcej, zdaje się ona jeszcze bardziej pogłębiać. Bardzo podobało mi się jak ukazano rzeczy, które młodemu Copperfieldowi wydawały się zupełnie inne po przekroczeniu progu dorosłości. Przez to wszystko postać głównego bohatera nie jest papierowa. Charles Dickens w swoim dziele prezentuje nam różnobarwny wachlarz postaci, który wzbudza zachwyt oraz podziw i przede wszystkim sprawia wrażenie rzeczywistego. W Dawidzie irytowała mnie tylko jego nadmierna płaczliwość, ale poza tym, to sympatyczny z niego człowiek.
Fabuła jest stosunkowo ciekawa, choć niektóre momenty nie były porywające. Wiele wydarzeń było rozciągniętych w czasie, nic się nie działo. Ale okresy nudy pisarz wynagradzał czytelnikowi zwrotami akcji, nie nagłymi, lecz zaskakującymi. Przy historii Dawida Copperfielda można się zrelaksować po ciężkim dniu spędzonym w szkole czy w pracy.
Język Dickensa wbrew pozorom jest łatwy do zrozumienia. Może to zasługa tłumacza, w każdym razie nie miałam problemów ze zrozumieniem co autor miał na myśli. Styl jest przyjemny, opisy uczuć trafne, wydarzenia zrelacjonowane klarownie i bez niedomówień. Podobały mi się bardzo opisy charakterów, ponieważ to sytuacje ujawniały ich osobowości- czytelnik sam dochodzi do tego jacy są bohaterowie.
Polecam „Dawida Copperfielda” wszystkim tym, którzy lubią Jane Austen. Jednak uczciwość nakazuje mi nadmienić, że nie jest to książka dla spragnionych mocnych wrażeń i sensacji. Lektura pozwala się rozluźnić i uspokoić skołatane nerwy, wywołując tylko leciutkie odbicie na emocjach. Już niebawem wybieram się do biblioteki po drugi tom i mam nadzieję, że Dawid zakocha się w tej osobie, której kibicuję.

piątek, 10 września 2010

"Infekcja" Tess Gerritsen

Tytuł: „Infekcja”
Tytuł oryginału: ‘Life Support’
Autor: Tess Gerritsen
Rok wydania: 1997, 2009 w Polsce
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 404
Cena: 29,90 zł
Moja ocena: 4+
Opis:
Na głowę doktor Toby Harper spadło wiele ciężkich problemów. Samotność, choroba ukochanej matki, a także problemy w pracy… Dodatkowo podczas jej dyżuru do izby przyjęć trafia starszy, nagusieńki mężczyzna, z dziwnymi objawami choroby, który po pewnym czasie ucieka ze szpitala. Zanosi się na proces. Jakby tego było mało, pacjentów z podobnym przypadkiem jest coraz więcej i wkrótce okazuje się, że epidemia jest czyimś zamierzonym działaniem…


Jestem zagorzałą fanką Tess Gerritsen i jej thrillerów medycznych, więc kiedy zobaczyłam na półce w Empiku jeszcze nieprzeczytaną książkę, prędziutko ją porwałam. Moją chęć pochłonięcia „Infekcji” zaogniła okładka, która wydaje mi się oszczędna, acz gustowna i dająca wiele do myślenia. Po prostu: intrygująca! Szkoda tylko, że tylna część lektury nie jest już taka „malownicza”, bowiem opis umieszczony przez wydawnictwo Albatros wydał mi się zbyt obszerny i ujawniający szczegóły fabuły. Dlatego postanowiłam, żeby nie odbierać potencjalnym czytelnikom przyjemności, która została mi odebrana, zamieścić swój opis i przestrzec przed przeczytaniem streszczenia z tyłu obwoluty.
Akcja rozwijała się dość wolno, jak na dynamiczną Tess Gerritsen. Z tego co pamiętam z jej poprzednich książek, fabuła już od pierwszej strony była bardzo zajmująca, natomiast w „Infekcji” sprawa ma się nieco inaczej: prolog jest zajmujący, potem następuje dłuuuga przerwa w prędkości wydarzeń, po czym znów jest ciekawie. Biorąc pod uwagę całą książkę, można nazwać ją ciekawą i niezwykle wciągającą (Tess Gerritsen posiada dar, który potrafi w niezwykły sposób zaczarować czytelnika tak, że nie może się on wprost od książki oderwać!). W niektórych momentach moje serce biegło jak szalone i omal nie przegapiłam przystanku autobusowego, przy którym wysiadam! Wprawdzie niektóre elementy, na przykład z kim zwiąże się Toby, były przewidywalne, ale większość była dla mnie zaskoczeniem. Wprawdzie w innych książkach tej autorki poziom zaskoczenia niemal wszystkimi faktami jest większy (mam tu na myśli na przykład „Dawcę”), to w „Infekcji” element ten także występuje.
Fakt pozostaje faktem: w książkach Tess Gerritsen występują podobne do siebie detale, czasami jest ich więcej, niekiedy mniej. A to wątek miłosny, a to zachowanie bohaterów… W „Infekcji” powielony został schemat pani doktor, która jako jedyna odkrywa prawdę i oczywiście nikt jej nie wierzy. Czasami mnie to lekko irytowało, ale biorąc pod uwagę całokształt czytadła, nie rzuca się tak bardzo w oczy i można go znieść.
Pióro pani Gerritsen można określić jako lekkie i przyjemne. Bardzo miło płynęło mi się poprzez „Infekcję” i z zaskoczeniem dobrnęłam do końca. Styl pisarki jest prosty, oszczędny w opisy przyrody, za to dokładny w charakterystyce bohaterów, co wpływa na postrzeganie akcji jako szybkiej przez czytelnika. Bardzo mi podobały mi się opisy chorób, które były wyjaśniane przez bohaterów w dialogach i co najważniejsze- nie wychodziły sztucznie. Z ciekawością śledziłam stawiane diagnoz i przebiegi dolegliwości.
Polecam twórczość Tess Gerritsen dla wszystkich zainteresowanych medycyną i jednocześnie szukających dobrej lektury. Wprawdzie brakowało mi stałych bohaterów pani Gerritsen, to znaczy detektyw Rizzoli i jej przyjaciółki- doktor Isles, ale jakoś to przebolałam. Z pewnością zagłębię się jeszcze dalej w dzieła tej pisarki, mam już na oku „Mumię”, której premiera odbyła się w zeszłym miesiącu. Życzę miłego czytania!

piątek, 3 września 2010

"Powrót Niani" Nicola Kraus & Emma McLaughlin

Tytuł: „Powrót Niani”
Tytuł oryginału: ‘Nanny Returns ’
Autor: Nicola Kraus & Emma McLaughlin
Rok wydania: 2009, 2010 w Polsce
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 395
Cena: 34,90 zł
Moja ocena: 2
Opis:
„Nanny jest już dorosła. Ma wspaniałego męża, myśli o dziecku, robi karierę w Nowym Jorku. I wtedy w jej życie wkraczają znowu Państwo X. A dokładnie prawie dorosły już Grayer i jego młodszy brat Stilton. Tym razem potrzebują niani, która stawi czoło problemom, jakie mogą sprawić tylko mieszkańcy domów przy najdroższej ulicy świata.
Czy Nanny wytrzyma konfrontację z zamożnymi żonami nowojorskich bankierów? Zakupoholiczkami żyjącymi o wodzie i marchewce, specjalistkami od operacji plastycznych i kart kredytowych? Młodymi matkami, które posyłają dzieci na tai-chi dla maluchów, władczyniami Piątej Alei?”

Co za nuda! Nigdy więcej  tego typu książek! Męczyłam się potwornie nad dotarciem do upragnionego końca „Powrotu Niani” i odetchnęłam z ulgą, kiedy wreszcie odwróciłam ostatnią stronę. Nie miałam pojęcia, że mam w sobie pokłady tak silnej woli, która kazała mi dokończyć tę lekturę miast zająć się ciekawszą. Pierwsza część była znośna, za to druga to po prostu dno!
 Zacznijmy od kompletnego braku humoru w tej książce. Ilość sytuacji wywołujących uśmiech można by policzyć na palcach jednej ręki. I raczej nie opływają one w inteligentne żarty. Moim zdaniem dobre czytadło musi zawierać w sobie wszystko to, co w ludzkim życiu się mieści, to znaczy śmiech, łzy, rezygnacja i tak dalej, i tak dalej. A tutaj tego po prostu nie ma, a jeśli jest, to w śladowych ilościach.
Fabuła po prostu wyolbrzymiona. O tyle o ile była ona w miarę realistyczna w poprzedniej części, w tej jest nie do przyjęcia! Nie chce mi się jakoś wierzyć, żeby wydarzenia z „Powrotu Niani” mogły mieć miejsce w rzeczywistym świecie. Jeśli już się decyduje na historię osadzoną we współczesnych nam czasach, należy dobrać fakty tak, aby pasowały do nakreślonego świata. No chyba, że prawdą jest, że bogate kobiety zostawiają swoje dzieci pod opieką niemal całkowicie nieznajomej kobiety. No chyba, że prawdą jest, że w Nowym Jorku szkoły mają lądowiska dla helikopterów na dachu po to, aby uczniowie nie musieli stać w korkach ulicznych… Słowem- wszechobecna przesada!
Albo mi się wydaje, albo naprawdę wiele wątków z „Powrotu Niani” nie zostało pociągniętych do końca. Obawiam się, że się nie mylę i faktycznie tak jest. Nie można robić czegoś takiego, moim zdaniem, bo to irytuje czytelnika i wzbudza niechęć do autorów. Poza tym, odbiera mu całą przyjemność czerpania satysfakcji z zakończenia książki. Owszem, w niektórych dziełach ucięcie fabuły w pewnym momencie i pozostawienie dalszych losów bohaterów jest dobrym wyjściem, ale uważam, że trzeba mieć w tym pewną wprawę i robić to „ze smakiem”, czyli przede wszystkim z wyczuciem.
Jest jeden, maleńki plusik w tej książce- stylowi narracji raczej nic nie można zarzucić. Jest lekki, i chyba tylko to przytrzymywało mnie przed trzaśnięciem książką o stół! Wprawdzie uważam, że w „Niani w Nowym Jorku” był lepszy, to tutaj również nie jest zły. W końcu tytułowa bohaterka jest dorosła i zmienił się jej sposób bycia!
Podsumowując: niesamowicie nudny tom! Cieszę się, że mam go już za sobą. Chyba raz na całe trzysta dziewięćdziesiąt pięć stron serce zabiło mi mocniej i szybko wróciło do swojego stałego rytmu. Może, może w dalekiej przyszłości, kiedy na całym świecie pozostaną tylko dzieci pióra Nicoli Kraus i Emmy McLaughlin, to wtedy po nie sięgnę. No, może jeszcze wtedy, kiedy nie będę miała nic lepszego do czytania. Ale w żadnym innym przypadku nie zbliżę się do książek tych autorek na odległość mniejszą niż kilometr!