Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hubert Klimko-Dobrzaniecki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hubert Klimko-Dobrzaniecki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 czerwca 2011

"Bornholm, Bornholm" Hubert Klimko-Dobrzaniecki



Jak dobrze mieć dostęp do nowości wydawniczych! Wybierając pozycję do zrecenzowania kierowałam się opisem wydawnictwa i wyszło mi to na dobre. Hubert Klimko-Dobrzaniecki to pisarz, filmowiec i filozof nowego pokolenia. Pomimo młodego wieku ma już na swoim koncie sporo sukcesów- nominowany do Nagrody Literackiej Nike, Literackiej Nagrody Europy Środkowej- Angelus oraz do Nagrody Mediów Publicznych Cogito. W 2007r znalazł się na liście kandydatów do Paszportu „Polityki”. Publikował opowiadania w „Studium”, „Czasie Kultury”, „Twórczości”, „Lampie” i „Portrecie”. Sam Klimko-Dobrzaniecki na pytanie „co go tak gna po świecie” odpowiada, że to, co go wygnało to ciekawość i marzenia. Aktualnie mieszka w Australii, a jego podróże dostarczają mu wciąż nowych inspiracji (pracę pielęgniarza w domu starców w Islandii opisał w „Domu Róży”). Warto zerknąć na YouTube i obejrzeć wywiady z tym autorem- jeśli ktoś nie lubi tego typu rozrywki natomiast przepada za dobrym dowcipem, powinien mimo wszystko zapoznać się ze spotkaniem z autorem w Krakowie, na przykład. J
Powieść „Bornholm, Bornholm” ukazała się 2 lutego nakładem wydawnictwa Znak. Niezbyt obszerna, bowiem zapisana na 243 stronach, niesie w sobie opowieść prowadzoną na dwóch płaszczyznach narracyjnych. Na pierwszej z nich rozgrywa się historia Horsta Bartlika, niemieckiego nauczyciela biologii w pewnej małej szkole, którego nudne i monotonne życie przerywa wybuch Drugiej Wojny Światowej zabierającej bohatera w podróż. Czterdzieści lat później,  młody mężczyzna czuwa przy łóżku chorej matki i opowiada jej historię swojego życia. Swoją opowieść traktuje jako ostateczne pożegnanie się ze wspomnieniami oraz wyrzutami w kierunku nadopiekuńczego rodzica. Dwie równolegle opisywane historie łączy motyw wojny, duszącej jak bluszcz miłości do dziecka i nie tylko.
Głównym zagadnieniem poruszanym przez autora jest wojna tocząca się w rodzinach bohaterów. Ognisko domowe Horsta Bartlika zdaje się być już dawno wygasłe, jego męskość została wkopana pod popiół przez jego żonę, która narzuciła mu listę absurdalnych roszczeń. Wojna, która wybuchnie wkrótce daje szansę Horstowi na odzyskanie męskości i znalezienie miłości. W rodzinie bezimiennego bohatera także rozgrywa się wojna, pomiędzy wspomnieniami, które ranią, a aktualną niedolą matki. Dzieciństwo mężczyzny od zawsze tłamszonego przez wychowującą go samotnie matkę, rzuca się cieniem na jego dorosłe życie. Tytułowa wyspa Bornholm położona w południowo-zachodniej części Bałtyku, staje się klamrą, która spina dwie historie w jedną.
Styl autora sprawia, że czytelnik leniwie przetacza się przez kolejne strony. Mimo, że „Bornholm, Bornholm” posiada konsystencje smoły, aż chce się szybko przez nią przepłynąć. Od książki bije specyficzny klimat, autor nie wplata w akcję sentymentów, tęsknot i innych głębokich uczuć, w każdym razie nie nazywa ich wprost. Czytelnik sam musi uciec się do swojej wrażliwości i wyciągnąć wnioski kto jest oprawcą,  kto ofiarą- i czy istnieje w ogóle w rodzinie taki podział.
 Uważam, że „Bornholm,Bornholm” to przykład bardzo dobrej, polskiej prozy. Warto zapoznać się z tą pozycją jeszcze przed wakacjami, ażeby nie zaprzątać sobie w ich trakcie głowy ciężkimi tematami.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Znak.
Pod tym adresem http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,2912,tytul,Bornholm.%20Bornholm można posłuchać ciekawego wywiadu z autorem książki. 
Wyszłam ze szpitala! :)