Jak
dobrze mieć dostęp do nowości wydawniczych! Wybierając pozycję do zrecenzowania
kierowałam się opisem wydawnictwa i wyszło mi to na dobre. Hubert
Klimko-Dobrzaniecki to pisarz, filmowiec i filozof nowego pokolenia. Pomimo
młodego wieku ma już na swoim koncie sporo sukcesów- nominowany do Nagrody
Literackiej Nike, Literackiej Nagrody Europy Środkowej- Angelus oraz do Nagrody
Mediów Publicznych Cogito. W 2007r znalazł się na liście kandydatów do
Paszportu „Polityki”. Publikował opowiadania w „Studium”, „Czasie Kultury”,
„Twórczości”, „Lampie” i „Portrecie”. Sam Klimko-Dobrzaniecki na pytanie „co go
tak gna po świecie” odpowiada, że to, co go wygnało to ciekawość i marzenia.
Aktualnie mieszka w Australii, a jego podróże dostarczają mu wciąż nowych
inspiracji (pracę pielęgniarza w domu starców w Islandii opisał w „Domu Róży”).
Warto zerknąć na YouTube i obejrzeć wywiady z tym autorem- jeśli ktoś nie lubi
tego typu rozrywki natomiast przepada za dobrym dowcipem, powinien mimo
wszystko zapoznać się ze spotkaniem z autorem w Krakowie, na przykład. J
Powieść
„Bornholm, Bornholm” ukazała się 2 lutego nakładem wydawnictwa Znak. Niezbyt
obszerna, bowiem zapisana na 243 stronach, niesie w sobie opowieść prowadzoną
na dwóch płaszczyznach narracyjnych. Na pierwszej z nich rozgrywa się historia
Horsta Bartlika, niemieckiego nauczyciela biologii w pewnej małej szkole,
którego nudne i monotonne życie przerywa wybuch Drugiej Wojny Światowej
zabierającej bohatera w podróż. Czterdzieści lat później, młody mężczyzna czuwa przy łóżku chorej matki
i opowiada jej historię swojego życia. Swoją opowieść traktuje jako ostateczne
pożegnanie się ze wspomnieniami oraz wyrzutami w kierunku nadopiekuńczego
rodzica. Dwie równolegle opisywane historie łączy motyw wojny, duszącej jak
bluszcz miłości do dziecka i nie tylko.
Głównym
zagadnieniem poruszanym przez autora jest wojna tocząca się w rodzinach
bohaterów. Ognisko domowe Horsta Bartlika zdaje się być już dawno wygasłe, jego
męskość została wkopana pod popiół przez jego żonę, która narzuciła mu listę
absurdalnych roszczeń. Wojna, która wybuchnie wkrótce daje szansę Horstowi na
odzyskanie męskości i znalezienie miłości. W rodzinie bezimiennego bohatera
także rozgrywa się wojna, pomiędzy wspomnieniami, które ranią, a aktualną
niedolą matki. Dzieciństwo mężczyzny od zawsze tłamszonego przez wychowującą go
samotnie matkę, rzuca się cieniem na jego dorosłe życie. Tytułowa wyspa
Bornholm położona w południowo-zachodniej części Bałtyku, staje się klamrą, która
spina dwie historie w jedną.
Styl
autora sprawia, że czytelnik leniwie przetacza się przez kolejne strony. Mimo,
że „Bornholm, Bornholm” posiada konsystencje smoły, aż chce się szybko przez
nią przepłynąć. Od książki bije specyficzny klimat, autor nie wplata w akcję
sentymentów, tęsknot i innych głębokich uczuć, w każdym razie nie nazywa ich
wprost. Czytelnik sam musi uciec się do swojej wrażliwości i wyciągnąć wnioski
kto jest oprawcą, kto ofiarą- i czy
istnieje w ogóle w rodzinie taki podział.
Uważam, że „Bornholm,Bornholm” to przykład
bardzo dobrej, polskiej prozy. Warto zapoznać się z tą pozycją jeszcze przed
wakacjami, ażeby nie zaprzątać sobie w ich trakcie głowy ciężkimi tematami.
