Tytuł: „Bez mojej zgody”Tytuł oryginału: ‘My sister’s keeper ’
Autor: Joudi Picoult
Rok wydania: 2004
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 439
Cena: około 30 zł
Moja ocena: 6
Opis:
„Annie nic nie dolega, a mimo to żyje ona tak, jakby była obłożnie chora. W wieku trzynastu lat ma już za sobą niejedną operację, wielokrotnie oddawała krew, żeby utrzymać przy życiu swoją starszą siostrę Kate, która we wczesnym dzieciństwie zapadła na białaczkę. Anna została poczęta w sztuczny sposób, tak aby jej tkanki wykazywały pełną zgodność z tkankami siostry. Jest dla niej dawcą idealnym. Aż do tej pory akceptowała tę życiową rolę. Teraz Anna, wzorem większości nastolatków, zadaje sobie pytania dotyczące tego, kim jest naprawdę. Różnica pomiędzy nią a większością nastolatków polega na tym, że przez całe życie postrzegano ją wyłącznie przez pryzmat siostry i tego, co dla niej robi. Anna dojrzewa do podjęcia decyzji, która dla wielu osób byłaby nie do pomyślenia, decyzji, która podzieli jej rodzinę, a dla ukochanej siostry będzie oznaczać śmierć.”
Ciężko mi było przeczytać tę książkę, a następnie napisać jej recenzję, bowiem temat umierania dzieci jest w mojej rodzinie, a także otoczeniu bliski. Dawniej zastanawiałam się dlaczego ludzie tak bardzo żałują młodych ludzi, którzy odchodzą na tamten świat. Nie widziałam różnicy pomiędzy śmiercią osoby niedojrzałej i starej. Ale dzisiaj, kiedy obok mnie umiera człowiek poniżej piątego roku życia, wiem o co chodziło moim najbliższym.
„Bez mojej zgody” to opowieść niewątpliwie trudna. Pozostawia wiele pytań bez odpowiedzi, jest polem do dyskusji nad poczuciem moralności, a miłością do własnych dzieci. Pokazuje tragedię jednej rodziny widzianą oczami jej członków. Urzekło mnie to bardzo, bowiem każda osoba miała na to inne spojrzenie, inny sposób radzenia sobie z tym, a pomimo to ból był tak samo rozdzierający i nie do zniesienia. Obraz ciepłego i bezpiecznego domu, jakie każde dziecko ma, a przynajmniej mieć powinno, tutaj zostaje zakłócony- w każdej chwili może się okazać, że na pomoc jest już za późno. Czytając tę książkę z każdą następną stroną dziękowałam Bogu, że nie jestem którąś z głównych bohaterów.
Rozumiem matkę Anny, a jednak żywię do niej nienawiść za to, co zrobiła swoim dzieciom. Sądzę, że nie tylko zraniła najmłodsze z nich, ale także dwoje pozostałych. Tak bardzo skupiała się na Kate, że zaniedbała swojego syna, który z czasem popadł w niebezpieczny nałóg. I to mi się nie podobało, że słabość Jesse’ego była tak łatwa do przewidzenia i autorka tak szybko ją ujawniła. Wiem, że nie to było istotą tej książki, ale uważam, że mogłoby być inaczej.
Finał „Bez mojej zgody” był dla mnie absolutnym zaskoczeniem. Nie mogłam wyjść z podziwu jak bardzo okrutna okazała się Judi Picoult, a jednocześnie jak bardzo ujawniło się dobro jej pióra! Uważam, że nie ma nic lepszego niż bestialski pisarz- to nadaje jego dziełom realizmu.
Styl pani Picoult jest przyjemny, przez co lekturę czytało się bez większego zmęczenia, jak to bywa w niektórych przypadkach. Wielki plus dla autorki! Wprawdzie czułam się zdezorientowana wszystkimi nazwami medycznymi i tak dalej, ale dało się je przeżyć.
Płakałam. Nad tą książką nie da się nie uronić choćby jednej łzy, dlatego odradzam ją czytelnikom o słabszych nerwach. Na pewno za jakiś czas sięgnę po inne książki tej autorki, ponieważ zachwyciły mnie jej emocjonalno-moralne tematy. W sumie najbardziej w tej książce nie zaszokowała mnie bezlitosność losu, lecz siła zwykłych ludzi.