sobota, 23 października 2010

"Ewangelia według Piłata" Eric Emmanuel Schmitt

Tytuł: „Ewangelia według Piłata”
Tytuł oryginału: „L’Evangile selon Pilate’’
Autor: Eric Emmanuel Schmitt
Rok wydania: 2000 we Francji
2003 w Polsce
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Liczba stron: 241
Cena: 29,90 zł
Moja ocena: 5+
Opis:
„W Ogrodzie Oliwnym młody człowiek czeka na śmierć. Rozpamiętuje swoje życie, wiedząc, że niebawem zjawią się żołnierze, aby go pojmać i zaprowadzić przed sąd. Jaka siła uczyniła z tego syna cieśli cudotwórcę? Czy jest on - jak uważają jego uczniowie - synem Boga? Aż do ostatniej chwili Jeszua nie jest pewien niczego - prócz tego, że umrze.
Trzy dni po ukrzyżowaniu Jeszui namiestnik Piłat dowiaduje się z zaskoczeniem, że ciało „magika z Nazaretu” zniknęło. Kto je wykradł? Dlaczego pewni ludzie- wśród nich i żona Piłata- twierdzą, że Jeszua zmartwychwstał? Te i inne pytania nie dają namiestnikowi spokoju.
W listach do brata daje upust nurtującym go uczuciom i wątpliwościom, powraca do zdarzeń, na które niegdyś nie zwrócił uwagi, relacjonuje zasłyszane opowieści, próbując je zrozumieć i przypisać im sens. „Sprawa Jeszui” zaczyna nadawać życiu Piłata nieoczekiwany, dramatyczny bieg…”

Z tematami religijnymi spotykam się na co dzień. Moja rodzina nie jest specjalnie wierząca, można powiedzieć, że jesteśmy „niepraktykującymi katolikami”. Ze mną sprawa ma się trochę inaczej- chodzę do szkoły katolickiej, więc moja wiara i poglądy są atakowane każdego dnia przez czarne rzesze pingwinów. Bądź co bądź, nie uważam jednak tak, jak moje wychowawczynie. Wierzę w Boga, lecz w Jezusa jakoś mi ciężko. Nie darzę szczególną sympatią świętych, choć modlę się do nich. Często wątpię w doktryny Kościoła i jestem zwolenniczką eutanazji, aborcji i In vitro. Nie chodzę do kościoła z czystego lenistwa. Słowem- tematy religijne z reguły mnie nie interesują.
A jednak sięgnęłam po „Ewangelię według Piłata” z ciekawości i trochę na przekór zakonnicom, które irytują mnie bardzo. Tytuł książki- intrygujący, autor- jeszcze bardziej! Znam Shmitta od jakiegoś czasu, głównie z „Oskara i Pani Róży”, oraz „Marzycielki z Ostendy”. Zyskał sobie moją sympatię, więc stwierdziłam, że byłoby warto sięgnąć po coś jeszcze jego autorstwa.
„Ewangelia według Piłata” jest książką niezwykle ciekawą, przede wszystkim dlatego, że pokazuje zupełnie inne spojrzenie na sprawę Jezusa, a właściwie Jeszui. Mężczyzna ten żyje na prowincji, z daleka od „wielkich miast” i wiedzie spokojne życie nieudolnego cieśli. Pełni także rolę „psychologa” w swojej wsi, który nie tylko wysłuchuje, ale także udziela rad i w razie czego podaje pomocną dłoń. Miał kilka przygód z kobietami, ale na tym się skończyło. Wkrótce zaczyna zbierać wokół siebie osoby, które  są gotowe żyć według jego filozofii. Na jego uczniów składają się oprócz mężczyzn kobiety, a także inni ludzie z marginesu społecznego. Po pewnym czasie wszyscy są pewni, że ich duchowy przewodnik to Syn Boży.  Sam Jeszua jest innego zdania… Wszystko toczy się tak jak w Biblii: Jeszua zostaje zdradzony i pojmany w gaju oliwnym i umiera na krzyżu. Ale jego historia się nie kończy, wydźwięk, jaki wywarł na innych nie rozpływa się bezowocnie- przeciwnie, wciąga nawet w rozmyślania i konflikty samego Poncjusza Piłata, który bardzo często pisze listy do swego brata. I w tej o to formie poznajemy co myśli Poncjusz Piłat o całej jeszuowskiej sprawie.
Piłat to współczesny człowiek- wątpiący, niespełniony realista, który twardo stąpa po ziemi. Nie wierzy w nic, co jest sprzeczne z logiką i nauką. I nagle staje przed nim konieczność rozwiązania zagadki rzekomego Syna Bożego. Bardzo mi się podobały sposoby dochodzenia do wniosków przez Poncjusza Piłata- logiczne i sensowne. Kiedy już byłam pewna, że zdemaskuje on oszustwo uczniów Jeszui, na powierzchnię wypływał argument przeczący mu. Polubiłam Piłata, chociaż bardzo przypominał mi Poncjusza z „Mistrza i Małgorzaty” (nie czytałam całej tej książki, ponieważ w zeszłym roku miałam za dużo nauki i czytanie „na raty” było bez sensu tym bardziej, że książka ta wymaga stałego skupienia).
Religia chrześcijańska, a także postać Jezusa w książce Schmitta są ukazane w zupełnie innym  świetle- lepszym. Pomazaniec Boży nie jest tutaj postacią surową, lecz miłą i sympatyczną, znającą ludzkie potrzeby i słabości z autopsji. Nie jest pewien swojej wiary, ani tego czy jest coś poza światem ziemskim. Mówi, że święto Pesach (jest to żydowskie święto upamiętniające wyzwolenie Żydów z niewoli egipskiej) jest dla człowieka, a nie człowiek dla Pesacha. Czyli przekładając na naszą kulturę, można powiedzieć, że to Kościół jest dla człowieka, a nie człowiek dla Kościoła. Wydaje mi się, że często nawet osoby duchowne o tym zapominają. Myślę, że współczesne Chrześcijaństwo ukazuje Boga i Jezusa jako surowych i wymagających i nikt nie próbuje się nawet zastanawiać jak mogło być naprawdę. Wszyscy opierają się tylko na Piśmie Świętym, ale przecież nie wiadomo tak naprawdę na ile jest ono wiarygodne.
„Ewangelia według Piłata” to książka poruszająca tematy filozoficzne. Nie tylko znajdziemy tu rozważania na temat współczesnego Chrześcijanina, ale także rozmyślania nad miłością, wiarą, wiedzą, a także szacunkiem do innych wyznań. Nie znajdziemy tutaj odpowiedzi na pytanie jaka w rzeczywistości jest prawda o tej religii. Sami musimy znaleźć odpowiedź w głębi siebie i rozważać ją bardzo dokładnie- może nawet przez całe życie?
Polecam „Ewangelię według Piłata” wszystkim tym, którzy mają wątpliwości, są ich pozbawieni lub zupełnie nie wierzą. Jest to ciekawa podróż przez nieco inny pogląd. Dzieło Schmitta skłania do refleksji, co jest dobrą gimnastyką dla mózgownicy ;). Polecam gorąco!